środa, 3 grudnia 2014

Miniaturka "Moje sny"

Dzień dobry, cześć i czołem. Miniaturka po wojnie, kiedy Draco i Hermiona kolegują się ze sobą a Ginny i Blaise są razem. Piszę z perspektywy Hermiony. Życzę miłego czytania.
                    
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wszystko było normalnie. Mój dom, rodzina , przyjaciele. Nie mam zielonego pojęcia jak znalazłam się na polanie. Okazało się, że nie byłam tam sama. Przyglądał am się osobie zza wysokich traw i krzewów. Z moich obserwacji mogłam wywnioskować, że był to chłopak w moim wieku, no może o rok starszy. Chciałam so niego podejść ale on zaczął się cofać i biec w przeciwnym kierunku. Pobiegłam za nim. Nie byłam szybka w bieganiu, ale w końcu go zobaczyłam.Przy arenie. Myślał, że nie znajdę go w tłumie. I miał rację .Jedyny znak szczególny jaki przyszedł mi teraz do głowy to jego włosy. Platynowe, roztrzepane włosy . Tutaj było dużo ludzi, ale nigdzie nie mogłam zauważyć tych włosów. Tak dokładnie, to nie wiedziałam gdzie jestem. Do domu wrócić nie mogłam , bo jak . Przecież, się nie teleportuję . Zmęczona usiadłam na jednym z podeście areny i zaczęłam odpływać w krainę Morfeusza, kiedy usłyszał am aksamitny głos przy moim uchu ."Obudź się, obudź się " jak mogłam się obudzić ? Moje powieki nagle stały się okropnie ciężkie . Ostatnie co pamiętam , to silne ręce niosoce mnie sama nie wiem gdzie.
Następny dzień. Obudziłam się w ... domu. Nie moim ale czyimś domu. Nie wiedziałam co tu robię. Gdy drzwi do "mojego" pokoju otworzyły się, zaczęła udawać, że cały czas śpię.
- Wiem, że nie śpisz.- usłyszałam ten sam aksamitny, tym razem wesoły męski głos. Przewróciłam się na drugi bok i zaczęłam powoli otwierać oczy. Bałam się, że okaże się on być zombie i zjeść mój mózg. Moje obawy zniknęły, kiedy zobaczyłam kim jest osoba dzięki której nie spałam na zimnie. Te roztrzepane, platynowe włosy ;niebiesko- szare głębokie jak ocean oczy; umięśnione ręce. To musiał być on.
- To ty .. - zdołał am wyszeptać. On chyba nie zrozumiał , bo zrobił zdziwioną minę.
- To ciebie widziałam na polanie. To ciebie goniłam przez cały czas. To ciebie szukał am na tej arenie ale mi zniknąłeś. Powiedz mi tylko ...
-Dlaczego ?- dokończył za mnie.
- To bardzo proste. Mój ojciec jest bardzo agresywny. Potrafi wyczuć to co ja sam czuję. Gdy widziałem, że idziesz w moją stronę, przestraszyłem się . Bałem się o ciebie. Bałem się, że będziesz miała przeze mnie kłopoty z moim ojcem. - zrobił smutną minę.
- Nic mi się nie stanie, zobaczysz. - uśmiechnęłam się w jego stronę aby dodać mu otuchy.
- Gdzie sobą moje ubrania ? - spytałam, widząc, że jestem w za dużej męskiej (pięknie pachnącej) koszulce i mojej (na szczęście ) bieliźnie.
-Twoje ubrania poszły do prania , bo byly cale mokre. - wtedy do pokoju ktoś zaczął pukać. Chłopak od razu wskoczył pod pierzynę i przetulił mnie do siebie żeby nie było widać mojej obecności . Okazało się, że był to tylko jego młodszy brat.
- Nie możesz mnie ukrywać. To nie w porządku.
- Może nie w porządku ale teraz mam się do kogo przytulić. - i zrobił rozbrajający mnie uśmiech.
- Nie pozwolę się ukrywać. HALO, CZY KTOŚ MNI....... - i przerwałam. Dlaczego ? Bo on mnie pocałował. Nie był to zwykły pocałunek. Dla mnie on był magiczny .
- Będziesz teraz cicho ?- dodał patrząc prosto w moje oczy. Ja bez wahania objęłam jego szyję i znów pocałowałam. Oddałam w ten pocałunek całą siebie. Chłopakowi chyba się spodobało bo położył swoją rękę na moim biodrze. Kiedy oderwaliśmy się od siebie wiedziałam, że to nie będzie tylko przelot na znajomość.
- Nawet nie wiem jak masz na imię. Wiem tylko tyle, że jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. - powiedział. Uśmiechnęłam się do niego . Był dla mnie kimś wyjątkowym. Był dla mnie tym kimś.
~~~~~~~~
Przez jakieś tygodnie wracałam do niego. Czas nam płynął bardzo szybko ale również bardzo miło. Trzy dni po pierwszym pocałunku mój chłopak zabrał mnie do ZOO. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt , że wskoczyła na niego małpa i go mocno przytuliła. Udawał am wtedy wielce oburzoną ,gdyż chciałam mu pokazać swoją zazdrość, ale nie mogłam tak długo udawać kiedy przerzucił mnie sobie jak worek ziemniaków i poszliśmy do surykatek które były przesłodkie. Któregoś pięknego dnia, kiedy miał minąć miesiąc od naszego pierwszego pocałunku spokojnie poszliśmy do jego domu. Nie przewidzieliśmy , że będzie w nim jego ojciec.
- Co to za panienka ? Czy ja ci nie powiedziałem już, że nie zasłaugujesz na miłość. Jesteś nikim i szczerze żałuję, że się urodziłeś.- wtedy jego ojciec dał mu z pięści w brzuch. Wystraszona podbiegłam do niego i złapałam za dłoń. On mimo bólu uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
- A ty co laluniu ? Spadaj stąd bo i ty nie wyjdziesz nez szwanku.
- Nigdzie się nie ruszam. - stanęłam przed chłopakiem jakbym chciała go obronić. I chciałam. Jego ojciec mocno się zdenerwował i walnął mnie w twarz. Moc uderzenia była taka silna, że upadłam na podłogę. Krew walczyła się z mojej wargi a łzy popłynęły z moich oczu.
-Zostaw ją. - powiedział mój ukochany. Wstał mimo bólu i uderzył swojego ojca w twarz.
- To był największy błąd twojego życia - powiedział przez zaciśnięte zęby. Jego pięść wystrzeliła i trafiła w mój skarb. Kiedy miłość mojego życia nie mogła się podnieść po uderzeniu, wskoczył am na plecy jego ojcu i zaczęła go drapać po całej twarzy. Po krótkiej chwili jego ojciec upadł i stracił przytomność. Podbiegłam do poturbowanego chłopaka i złapał am za dłoń. On wstał i podniósł mnie do góry. Od razu rzucił am się mu na szyję i pocałowałam. Nagle spojrzałam mu w oczy i się spytałam.
- Czy na prawdę wyglądam tak źle jak myślę?
- Dla mnie zawsze wyglądasz pięknie. Chodź do kuchni , zrobię ci opatrunek na kostkę i obłorzę wargę lodem. - dopiero teraz zauważyłam , że mam zwichniętą kostkę. Razem z nim pokuśtykałam do kuchni i zajęliśmy się sobą. To był prawdziwy dowód miłości.
~~~~~~~~
Leżeliśmy na tej samej polanie na której go spotkałam. Rozmawialiśmy o różnych głupotach aż w końcu mnie natchnęło.
-Skarbie ?
-Co tam misiu ?
-Nigdy nie powiedziałeś mi jak masz na imię. Wchodzimy ze sobą już 4 miesiące a ja cały czas tego nie wiem.
-Na prawdę ? No dobrze . Mam na imię Draco.
- Draco ...
~~~~ obudziłam się.
Od razu po wykonaniu podstawowych porannych czynności zeszłam do Wielkiej Sali. Od razu zobaczyłam Malfoy'a który rozmawiał z Blaise'm . Bez wahania podeszłam do niego.
- Cześć Mio ... - nie zdarzył bo go pocałowałam. Pocałunek ten był lepszy niż ten we śnie. Kiedy się od niego oderwałam spojrzałam w jego oczy. Zobaczyłam w nich radość. Zwykłą radość. Gdy tak patrzyłam w jego oczy on pocałował mnie ponownie.
- Tak długo na to czekałem- powiedział tuż przy moim uchu.
- Kocham cię Malfoy, głupi przemądrzały arystokrato.
- Kocham cię Granger, pannę wiem-to-wszystko, wieczną kujonicę. - i znowu się pocałowaliśmy. Dziękuję ci Morfeuszu za takie piękne sny.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 1

Hermiona Granger właśnie była na zakupach ze swoją najlepszą przyjaciółką i jednocześnie siostrą swojego chłopaka na ulicy Pokątnej. Musiały wybrać "szaty wyjściowe " ponieważ na samym początku rozpoczęcia szkoły miał się odbyć bal z okazji odbudowy Hogwartu oraz obalenia władzy Voldemorta.Tak. Obie wracają do szkoły. Hermiona chciała założyć tą samą sukienkę co na przyjęciu u Billa i Fleur, ale Ginny jej na to nie pozwoliła. Chciała aby brązowooka miała najpiękniejszą sukienkę na świecie. Weszły do sklepu Madam Malkin i zaczęły przymierzać sukienki. Wszystkie były przepiękne. Hermiona kupiłaby wszystkie gdyby nie fakt jej braku wielkiej ilości pieniędzy. Ginny przymierzała już setną sukienkę.
- Jak ? - Spytała się młodsza gryfonka.
-Wiesz, tamta fioletowa była ładniejsza .- Ginny w tym momencie miała na sobie błękitną sukienkę z jednym ramiączkiem przed kolano. Pod biustem znajdowała się niebieska kokarda. "Tamta fioletowa" była bez ramiączek przed kolano. Pod piersiami znajdował się czarny pasek. Mionę przykuła taka sama sukienka jak jej przyjaciółki tylko, że była ona zielona. Weszła do przymierzalni i założyła ją na siebie. Po chwili wyszła.
- Jak myślisz Gin ?
- Wyglądasz przepięknie, aż mi słów zabrakło. - i uśmniechnęła się do niej przyjaźnie.
-Zielony to nie jest twój kolor,skarbie. - usłyszała tak bardzo znajomy głos za sobą. Jak na złość musiał być to Malfoy.
- Nie pytałam ciebie o zdanie, fretko. - powiedziała do niego z wyrzutem.
-Oo pannie wiem-to-wszystko-Granger wyostrzył się języczek, co?
- Weź się zamknij. Co ty tu właściwie robisz ?
- Wszechwiedząca Granger czegoś nie wie? To jakaś nowość. A jak myślisz ? Kupuję szatę wyjściową tak samo jak ty.- Hermiona i Ginny zamarły. Czyli on wraca do Hogwartu ? Nie, nie, nie. To tylko zły sen. Przecież nie może.
-Ziemia do Granger! Wiewióra powiedz jej coś .. - Ginny też nic nie słyszała. Poszła patrzeć dalej na inne kreacje.
- Ty wracasz do Hogwartu ?
- Gratuluję spostrzegawczość. 10 punktów dla Gryffindoru. Lepiej weź sobie tą czerwoną sukienkę. - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Nie będziesz mi mówił co mam kupować- ale z ciekawości sprawdziła. Czerwona sukienka którą polecił jej ślizgon była przed kolano i służyła się przez co było widać jej zgrabne, długie nogi. Miała dwa cienkie ramiączką które przytrzymywały całą kreację na jej ciele. Nie mogła wytrzymać. Jaki on ma świetny gust. Kupiła obie sukienki i wyszła z rudą ze sklepu. Poszły jeszcze na kremowe piwo, gdzie spotkały Rona, Harrego i Lunę. Wszyscy zamówili to samo. Jutro powrót do ich drugiego domu. Do szkoły magii i czarodziejstwa w Hogwarcie. Teraz już im nic nie grozi ... Hermiona cały czas siedziała obok Rona i uważnie mu się przyglądała. Zachowywał się jakoś inaczej ... ale nie zwracała na to zbyt wielkiej uwagi. Wszyscy już wyszli z Trzech Mioteł i kierowali się do Nory kiedy na rudzielca naskoczyła jakaś dziewczyna i zaczęła go całować po całej twarzy. Mionka była oburzona. Wkońcu Ronald był jej chłopakiem.
- Ekhem... - zaczęła brązowooka. Dziewczyna jednak nie przestała. Wręcz przeciwnie. Zaczęła jeszcze zachłanniej całować. Gdy się od niego oderwała, Herma wiedziała kto to jest. Była to Romilda Vane.
- Hermiona, to nie tak jak myślisz... - zaczął rudzielec.
-Wyjaśnisz mi wszystko w Norze. - i poczuła mrowienie w okolicy pępka. Znalazła się przed domem swojej przyjaciółki. Nie chciała już widzieć rudzielca na oczy. Jutro jadą do Hogwartu a ona musi się zrelaksować. Od razu poszła do sypialni którą dzieliła z siostrą jej "chłopaka".
Zasnęła od razu rozmyślając nad jej życiem.
**************
Następnego dnia Hermiona obudziła się o czwartej nad ranem. Nie była strasznie zmęczona. Stwierdziła, że pójdzie się umyć i przebrać. Była już całkowicie spakowana do Hogwartu. Musiała tylko mieć spokój. Tylko tyle. Weszła z czystymi ubraniami i bielizną do łazienki. Nie była ona ogromnych rozmiarów ale też nie była strasznie mała. Odkręciła kurki w wannie, nalała jej ulubiony płyn do kąpieli i weszła do wody. Miała teraz czas na przemyślenia tego wszystkiego . Kiedy woda zrobiła się już zimna, dziewczyna wyszła i zaczęła się ubierać. Dzisiaj nie chciała zakładać jakiś ciasnych, krótkich rzeczy dlatego postawiła na klasykę. Założyła czarne rurki, szarą bluzę z kapturem z napisem "Never give up" i czarne balleriny. Była już piąta trzydzieści , dlatego zeszła na dół do kuchni i zrobiła sobie śniadanie. Po swoim nie za wielkim posiłku wzięła swój mugolski sprzęt mp3 i wyszła na dwór. Założyła słuchawki i puściła sobie piosenkę . Zaczęła sobie śpiewać.
Nagle za dziewczyną stanął Harry, złoty chłopiec, była miłość Ginny Weasley. Ona tego nie zauważyła, dlatego wystraszyła się, kiedy ten się z nią przywitał.
- Harry, przestraszyłeś mnie. - zaczęła trzymać się za klatkę piersiową.
- Bardzo ładnie śpiewasz, nie wiedziałem, że to lubisz.
- Kiedy czuję się bezradna bądź coś mnie trapi, to lubię sobie pośpiewać .
- Co cie gryzie?
- Ron - powiedziała przybita. - Sam wczoraj widziałeś tą dziewczynę. Jeszcze ten bal dzisiaj , no i jeszcze Malfoy ...
- Malfoy ? Co z nim ?
- No właśnie nic ...Wraca do Hogwartu. Wiem to bo wczoraj spotkałam go z Ginny w sklepie. Nawet powiedział do mnie "skarbie". Doradził mi też w wyborze sukienki . I tak go nienawidzę. Powiedział, że źle wyglądam w zieleni, a to przecież mój ulubiony kolor. Nie moja wina, że jego dom ma tem sam kolor w godle.
- Ja nic nie poradze ... Hermiona?
-Hmm ? - dała znak, że słucha.
- Wiesz, że mi zawsze możesz wszystko powiedzieć?
- Wiem Harry. Kocham cie jak brata, a Ginny jak siostrę. Co do Rona już nie jestem pewna. - po jej policzku spłynęły łzy. Harry widząc to przytulił ją. Ona się w niego wtuliła. Czuła się bezpieczna. Wiedziała, że Harry nigdy jej nie zostawi i zawsze jej pomoże.
- Oo już znalazła pocieszenie ? Taka z ciebie dziewczyna ? - Mionka przestraszyła się i odskoczyła od Chłopca-Który-Przeżył.
- Ron, przestań. Harry jest dla mnie jak brat, a ty myślisz, że cię z nim zdradzam. A co z tobą i Romildą ?
Chłopak już nic nie powiedział, tylko wszedł do domu. Dziewczyna znowu założyła słuchawki na uszy i znowu zaczęła po cichu śpiewać. Była juz gotowa żeby wyruszyć w podróż do jej drugiego domu. A raczej do jedynego domu. Hermiona nigdy nie znalazła swoich rodziców i nie przywróciła im pamięci. Była sama jak palec. Miała jedynie przyjaciół którzy zawsze ją wspierali. Nie wiedziała czy może liczyć już na Rona. Niczego już nie była pewna. Jedyne czego chciała to spokój . Od dawna jej go brakowało. No ale cóż, nic też się nie zapowiadało aby go w najbliższym czasie miała. Profesor McGonagall osobiście powiadomiła ją o tym, że brązowowłosa zostanie Prefektem Naczelnym. Nie znała pozostałej trójki prefektów i nie podejrzewała kto mógł nim zostać z każdego domu. Nie chciała o tym myśleć. Nie teraz. Za kilka godzin się o wszystkim dowie. Wszyscy już w stali na śniadanie a ona czekała. Chciała jak najszybciej zjawić się na stacji King's Cross na peronie dziewięć i trzy czwarte . Nie musiała długo czekać. Ron, Harry ,Ginny pani Molly i ona teleportowali się już na miejsce. Nareszcie. Powrót do Hogwartu. Jak ona się cieszyła. Miałanwszystko ze sobą. Właśnie ze swoją najlepszą przyjaciółką wchodziły do jednego z pustych wagonów, kiedy Hermiona zauważyła JEGO z NIĄ. Ron jak gdyby nigdy nic obściskiwał się z tą całą Vane. Nie wytrzymała. Jej humar od razu się pogorszył. Weszło do wagonu i zaczęła krzyczeć.
-Jak mogłeś ? Po tym wszystkim ? Dlaczego ?
- Oj Hermionko. Chodzi tylko o to, że mi się już znudziłaś. Romilda jest piękna, mądra ...
- A ja? Brzydka, głupia ? Jesteś zwykłym dupkiem Ron. Sam mnie osądzałeś o zdradę a ty wyskakujesz z czymś takim. - i szybko wyszła. Nie mogła powstrzymać emocji i weszła do pierwszego lepszego przedziału, gdzie dała upust łzom . Nie mogła znieść myśli, że ten cały Weslay zdradził ją z Vane. Po kilku minutach znalazła ją Ginny .
-Mionka ? Co się stało ?- spytała z troską.
-Twój brat mnie zdradził .
- Hermi ... zasługujesz na kogoś lepszego niż mój wredny braciszek. Wiem, że to rodzina ale no niestety taka jest prawda.
Siedziały jeszcze w ciszy kiedy do ich przedziału weszła dyrektorka Hogwartu, Minerwa McGonagall.
-Witajcie. Panno Granger, mam tutaj dwóch ślizgonów którzy chcieli przemycić alkohol do szkoły. Mogliby z wami usiąść ? Ja muszę iść na patrol.
-Oczywiście pani profesor.
Wtedy do przedziału weszłi Draco Malfoy i Blaise Zabini.
-Czemu akurat WY ? CZEMU WY ?
-Bo tylko oni są tacy głupi aby przemycić alkohol na teren szkoły.- wyjaśnia jej Ginny.
-Wypraszam sobie.- mówi Zabini.
- Nie mówię akurat o tobie. Mówię o NIM. - Panna Granger wskazała palcem na Arystokratę.
-Przecież ja zawsze marzyłem o tym aby spędzić całą podróż do tej głupie szkoły z tobą i wiewiórką.
- KIEDY PRZESTANIECIE TAK DO MNIE MÓWIĆ ? - Ginny się wściekła. Nienawidziła jak ktoś ją tak nazywał.
- Ale Wiewióreczko ... - zaczął Blaise ale nie dane było mu dokończyć bo Ginny wybuchła i chciała ich po prostu po zabijać.
-JESZCZE JEDEN RAZ MNIE TAK NAZWIESZ A NAWET W ŚWIĘTYM MUNGU NIE BĘDĄ POTRAFILI CI POMÓC!
Hermiona patrzyła raz na ślizgonów a raz na swoją rudowłosa przyjaciółkę.
- To jak mam do ciebie mówić ? Większość z twojej rodziny ma przezwiska. Na przykład twój brat to łasic albo Wieprzlej.
- To, jak mówicie na mojego brata to mnie guzik obchodzi. Mnie macie zostawić w spokoju bo Wam nie daruje. Jego możecie sobie obrażać do woli.
- Oo jakaś rodzinna kłótnia, słyszałeś Diable ? A co takiego za działo się w rodzince rudowłosych osobników ?
-Nie twój interes tleniona fretko. - zaczęła starsza Gryfonka. Cieszyła się, że Ginny wybrała ją a nie jej brata ale nie musiała tego wiedzieć cała szkoła.
- Słyszałeś Blaise jak jej się języczek wyostrzył? Pełen podziw - zaczął szydzić z niej Malfoy.
-Weź przestań gadać. - mówi Panna Granger i założyła na uszy słuchawki i zaczęła słuchać muzyki.Blaise zaczął ją stykać palcem w udo. Miona po jakimś czasie wybuchła i zaczęła krzykiem.
-CZEGO TY CHCESZ ? NAWET NIE MOŻNA MIEĆ Z WAMI CHWILI SPOKOJU.
-Co to jest? - spytał zdziwiony Zabini. Herm dla pewności wskazała na słuchawki a on przytaknął.
-To są słuchawki. Mugolski sprzęt dzięki któremu możesz słuchać muzyki.
Podała mu je i włożyła do uszu. Tan nie był do końca przekonany ale po minucie utworu był zachwycony. Zaczął tańczyć w przedziale a ruda i Malfoy zaczęli się z niego śmiać. Ślizgon nie przestawał tańczyć , tylko wyjął prawą słuchawkę i spytał się Starszej Gryfonki co to jest za utwór. Ona mu odpowiedziała że jest to sławna w mugolskim świecie gwiazda Michael Jackson. Później siedzieli jeszcze w ciszy, kiedy zaczęło się...

--------
Wiem, pierwsza notka od dłuższego czasu itd. Trochę krótka ale mam fauny pomysł na ten blog ;3
 CZYTAM=KOMENTUJE
Pozdrawiem <3
~Sophie

piątek, 4 lipca 2014

Prolog

Jest już po wojnie.Sierpień. Szkoła została odbudowana. Pewna brązowowłosa gryfonka przechadzała się po polanie razem ze swoją najlepszą przyjaciółką. Rozmawiały i wspominały stare lata szkoły. Hermiona z rozmowy dowiedziała się, że Ginny zerwała z wybrańcem. Oboje stwierdzili, że było to tylko zauroczenie. Mimo wszystko nadal będą przyjaciółmi. Jednak Mionkę gnębiło coś innego. Ron. Cały czas miał do niej różne wyrzuty oraz coraz częściej robił jej scenki zazdrości. Kochała go ale nie wiedziała jak silne jest to uczucie. Jeszcze jej sny, myśli, wizje które zawsze sprawiały brązowookiej ból i cierpienie ...